Karczma

- Nie będziemy pili jak w przydrożnej karczmie. Siadłem. Butelki były już odkorkowane, napełniliśmy szklanki. - Dziękuję - powiedziałem po pierwszym łyku. Piwo było zimne i dobre tak. jak może być w miejscowości. do której przywozi się je z odległości stu mil. Nie wiedziałem, jak mam dalej prowadzić rozmowę. Gardner wspomniał o lesie, który ongiś rósł w tym miejscu. Nawiązałem do tej uwagi. -- A jakże! - ożywił się. - Puszcza, mój chłopcze (znowu "chłopcze"!), prawdziwa puszcza przeglądała się w wodach Athabasca. Niejedno drzewo sam ściąłem. Była nas tu spora gromadka zuchów, traperów i pracowników Kompanii. Tak, tak. Stare to dzieje, chyba sprzed pół wieku. - To domów nie było? - zagadnąłem nieco naiwnie. - Tu, to znaczy nad brzegiem jeziora, nie. Ale stały nieco dalej. Bo musisz wiedzieć, mój synu, że Fort Chipewyan został wzniesiony nie przez Kompanię Zatoki Hudsona, ale przez Kompanię Północno-Zachodnią. Nie było mnie jeszcze wówczas na świecie, a kiedy tu przybyłem, Północno-Zachodnią już nie istniała. Połączyła się z hudsońską.

Tamte czasy .