Pomruk
Poza szumem konarów drzew lub pomrukiem nadciągającej burzy nic nie było słychać. Taka właśnie cisza otaczała nas - mnie i Knosa - tej bardzo ciepłej, prawie tropikalnej nocy. Od czasu do czasu połyskiwało na wschodzie. Daleka burza, głosem .podobnym do głosu rozdrażnionego niedźwiedzia, dawała znać o zbliżaniu się. Lecz tu, miedzy domkami, miedzy długimi szopami magazynów Kompanii trwało nadal czarne milczenie pogrążonego we śnie świata. Maszerowaliśmy bardzo powoli, raczej wałęsali się, skręcając to w prawo, to w lewo. Przystawaliśmy, zaglądaliśmy do zakamarków miedzy palisadami, płotów lub podchodziliśmy pod same okapy domostw, aby z ich cienia wypłoszyć...kota. Byliśmy czujni, byliśmy baczni, bo tego nauczyła nas wieloletnia służba w szeregach policji. Jednak ani ja, ani Knox nie liczyliśmy na jakikolwiek sukces. Napad, rabunek? To mogło się wydarzyć gdzieś na pustkowiu, ale nie w samym centrum dość gęsto zabudowanej osady. Kto zresztą i kogo miał napadać, jeśli całe Chipewyan spało snem sprawiedliwych.
philippines phone card Posm zioła Tamte czasy .